
Misecznik śliwowy - stary szkodnik, nowe problemy. Dziś profilaktyka to za mało.
Misecznik śliwowy to dla producentów śliwek czy borówek żadna nowość. Zadziwia jednak skala, na jaką szkodnik zaczął pojawiać się na plantacjach w ostatnim czasie. Okazuje się, że zmiany klimatu, niosące za sobą wzrost średniej temperatury zimą oraz brak deszczów, stwarzają wprost idealne warunki dla jego przezimowania i masowych pojawów w sezonie. Jak nie dać się misecznikowi?
Objawy i skutki żerowania
Larwy szkodnika, podobnie jak postaci dorosłe, wkłuwają się do tkanek rośliny i pobierają z niej soki. Zabierając substancje odżywcze, upośledzają wzrost pędów. Przyczyniają się do powstawania przebarwień na liściach, nekroz oraz zmniejszają plon owoców. Ponadto osłabiają kondycję rośliny i czynią ją podatną na działanie patogenów.
Dodatkowo miseczniki wydzielają obfite ilości rosy miodowej, która staje się pożywką dla grzybów sadzakowych. Są one odpowiedzialne za powstawanie paskudnego, czarnego nalotu na pędach i owocach. Obniża to wartość handlową plonu. Inne niebezpieczeństwo związane z żerowaniem misecznika wiąże się z jego zdolnością do przenoszenia chorób wirusowych między roślinami.
Biologia szkodnika – język wroga trzeba znać
Misecznik śliwowy jest typowym polifagiem – oznacza to, że źródłem pokarmu są dla niego różne gatunki roślin. Atakuje śliwy, borówkę wysoką, choć nie pogardzi również leszczyną, jabłonią czy innymi gatunkami drew liściastych i krzewów.
Jego obecność w sadzie czy na plantacji łatwo stwierdzić – na pędach dobrze widoczne są charakterystyczne, brązowe tarczki. To samica misecznika, beznoga i bezskrzydła, która przyczepia się do powierzchni rośliny przy pomocy kłujki. Pod swoją tarczkę składa jaja, z których wykluwają się drobniutkie larwy. Bardzo intensywnie żerują one na liściach i powodują największe straty w uprawie. Gołym okiem trudno je dostrzec, najlepiej zaopatrzyć się w szkło powiększające.
Cykl rozwojowy szkodnika w dużym skrócie przedstawia się następująco:
- Podczas pierwszego ocieplenia w marcu (bądź jeszcze w lutym) spod tarczek wydostają się larwy drugiego pokolenia, które wylęgły się latem ubiegłego roku. To one były stadium zimującym. Zaczynają żerować na pędach.
- Larwy różnicują się – forma żeńska zyskuje postać miseczki, zaś samce posiadają skrzydła i są zdolne do lotu.
- W maju samice osiągają dojrzałość do rozrodu i pod tarczkę składają jaja (do 1500 jaj na jedną samicę).
- Ze złożonych jaj wylegają się w czerwcu larwy, które rozpoczynają żerowanie na liściach. To krytyczny moment ataku misecznika – przynosi największe straty.
- Pod koniec lata powstaje drugie pokolenie larw, które również żeruje na liściach, a wczesną jesienią tworzy miseczki i pod nimi zimuje.
Jak z nim walczyć? Liczy się monitoring i szybkość działania...
Dziś, kiedy możemy mówić o prawdziwej pladze misecznika, ręczne zbieranie, usuwanie pędów ze szkodnikiem czy sama profilaktyka to zdecydowanie za mało. Trzeba przedsięwziąć bardziej stanowcze środki.
Kluczową sprawą jest monitoring populacji szkodnika i dobieranie zabiegów do odpowiedniego stadium jego rozwoju. Pierwszym i najważniejszym krokiem powinno być staranne przeprowadzenie zabiegu olejowego w marcu. Wówczas larwy, po przezimowaniu, opuszczają swe schronienia pod miseczką i migrują w obrębie pędów. Drzewa i krzewy są o tej porze słabo bądź wcale nie pokryte liśćmi. Olej łatwo spenetruje przestrzenie między gałęziami i pokryje nie osłonięte, wrażliwe larwy misecznika. Trudno o lepszy moment.
Później, po wylęgu pierwszego pokolenia larw w czerwcu, można jeszcze zadziałać preparatami chemicznymi (np. pyretroidami), o ile posiadają w danej uprawie rejestrację do zwalczania misecznika.
Następnym terminem oprysku chemicznego, kiedy można by zastosować oprysk jest przełom sierpnia i września. W większości przypadków nie jest to jednak możliwe z uwagi na okres przed zbiorem owoców.