
Na rynku jabłek przemysłowych dobre chęci nie wystarczą...
Pan Minister Kowalczyk zauważył, że bolączką polskiego rolnictwa jest brak rodzimego przetwórstwa. Cieszy, że ktoś widzi problemy branży rolnej. Jednak mam wątpliwości co Pan Minister miał konkretnie na myśli? Czy naprawdę sądzi on, że polscy przetwórcy nie wykorzystywaliby swojej przewagi i nie maksymalizowali swoich zysków kosztem rolników? Oczywiście to absurd, bo zakłada, że inną etyką biznesową kieruje się Niemiec a inną Polak. Jednak faktycznie nie da się ukryć przemożnego wpływu kapitału zachodnioeuropejskiego na nasz rodzimy rynek i pewnej dozy uzależnienia od niego, w niektórych branżach większego, w innych mniejszego, w naszej tragicznie ogromnego.
Przetwórstwo wielkoprzemysłowe owoców na ZSJ to rynek oligopolistyczny, na naszym kontynencie liczy się kilka podmiotów pochodzących z UE, głównie z rynku krajów niemieckojęzycznych. To one dyktują nam ceny owoców przemysłowych. Mało tego, nawet wprost przyznają się do tego, że cenę są gotowe ustalać sami, według własnego "widzi mi się". Pamiętacie wypowiedź Pana Prezesa Podoby (Döhler Polska Sp. z o.o.), że cena jabłek przemysłowych była za wysoka?
Na normalnym rynku cena nie jest ani za wysoka, ani za niska, jest wypadkową podaży i popytu. Jednak na patologicznym rynku przetwórstwa wielkoprzemysłowego jabłek, pewna grupa ludzi może sobie oceniać tę cenę (w zasadzie to każdy może ją oceniać) i próbować dostosowywać ją do własnego poglądu o jej pożądanej wysokości (tego już na normalnym rynku nikt robić nie może). Głównym światowym odbiorcą koncentratu jabłkowego jest gospodarka USA. Od dłuższego czasu w polskiej przestrzeni publicznej pojawiają się pojedyncze głosy o potrzebie zdywersyfikowania zależności, aby zmniejszyć nasze uzależnienie od gospodarki europejskiej (głównie niemieckiej), poprzez wpuszczenie tutaj kapitału pochodzącego z innych ośrodków siły gospodarczej na świecie. Były próby skaptowania Chińczyków, były próby pozyskania większego zaangażowania USA, ale wszystko spełzło na niczym. Bardzo intensywnie przeciwdziałają temu Niemcy, co jest dość zrozumiałe – bronią swoich interesów. Proszę zwrócić uwagę na emabargo rosyjskie z 2014 roku. UE nałożyła sankcje na Rosję, a Rosja na UE. My straciliśmy kluczowy rynek zbytu, ale przy okazji popadliśmy jeszcze bardziej pod wpływy niemieckie, ponieważ owoce, których nie możemy sprzedać do Rosji trafiają głównie do przetwórstwa, zdominowanego przez kapitał europejski. Czyli im mniej rynków partnerskich, tym trudniejszy biznes. Na przykładzie naszej branży widać wyraźnie, że uzależnienie się od jednego partnera gospodarczego jest bardzo ryzykowane i – w dłuższej perspektywie – prowadzi do eksploatacji słabszego w tym układzie, a nie wspólnego wzrostu poprzez partnerstwo. Dlatego dla naszego kraju, ale szczególnie dla naszej branży, dobrze by było, aby na nasz rynek mocniej weszły firmy o innym – niż europejskie – pochodzeniu. Najkorzystniej, aby były to firmy amerykańskie, dlatego, że to USA są docelowym rynkiem zbytu dla koncentratu jabłkowego. Również dlatego, że za nimi stałoby silne politycznego poparcie Waszyngtonu, bez politycznego wsparcia nie ma szansy na przetrwanie takich inwestycji. Proszę sobie przypomnieć los Eskimosa. To była dokładnie taka próba ominięcie niemieckiego pośrednictwa. Polski podmiot, wsparty przez rząd, miał skupić jabłka, przerobić je na koncentrat i wysłać w świat. Dostał na to konkretne pieniądze od rządu, ale mu się nie udało zaistnieć, ponieważ wsparcie polityczne polskiego rządu to coś zupełnie innego niż wsparcie Białego Domu. Niemcy mogą bez obaw temperować inicjatywy wymyślane w Warszawie i eliminować polskie interesy z globalnego rynku, jednak nie mogą sobie pozwolić na coś takiego wobec USA.
Pan Minister uważa, że wystarczy zmienić właściciela z Niemca na Polaka i będzie dobrze, bo Polak będzie się kierował polskimi interesami, a jeśli jeszcze to będzie państwowy właściciel, to już na pewno będzie Eldorado w rolnictwie. Niestety, Minister chyba nie pamięta, jak skończył Eskimos. Nawet protekcja polskiego rządu nie chroni przed karzącą ręką niemieckiej zemsty, za próbę wyrwania się z patologii rynku przetwórstwa. Dopóki nikt nie zrównoważy niemieckich wpływów w Polsce, dopóty będziemy uzależnieni od tego, jaką cenę na jabłka przemysłowe uzna za optymalną Pan Prezes Podoba.
Komentarze
To właśnie min. Kowalczyk ma zamiar "okiełznać". Na ten moment jedynym sposobem - reakcją na panoszenie się "dohlerów"- jest zabranie im możliwości skupu jeśli rozmowy o cenach minimalnych są nie możliwe. To działanie na dziś a w perspektywie odcięcie im polskiego surowca i budowa własnego potencjału przetwórczego z udziałem Państwa Polskiego da Polskiemu Państwu i obywatelom- dochody a nie obcym - przestaniemy być kolonią , czasem kolonią karną. To w jakim stopniu i jak bezwzględnie jesteśmy traktowani wpisuje się w całokształt przywódczej polityki Niemiec, dlatego musimy koniecznie rozumieć intencje naszego rządu i wspierać jego wysiłki , to jest jedyny Rząd Polski który nie lekceważy tej naszej szansy wynikającej z tradycyjnej i naturalnej możliwości naszej ziemi i ludzi.
Przy okazji wszystkim ,którzy dopuścili się sprzedaży polskiej ziemi; obcym przypominam ,że konstytucja to akt chroniący Państwo jego terytorium i obywateli ; byłoby zgodnie i na mocy konstytucji oskarżyć i ukarać za każdy sprzedany metr Panstwa Polskiego karą najwyższą za zdradę interesów NARODOWYCH
Ta nacja trzęsie całym światem
I co?
Nie, ale wiadomo jaka nacja rynkiem koncentratu trzęsie...
Czyżbyś był antysemitą?
Za taką pensyjke też chciałbyś cwierkac
Na początek zmniejszenie produkcji o 50%
Zmiana palety odmian,drastyczna poprawa jakości,kluby,hodowla, marketing,marki
Dopiero oczekujmy,że ktoś nam pomoże