
Izby rolnicze: reprezentacja rolników czy skansen przeszłości?
Na początku miesiąca pojawiła się propozycja, zgłoszona przez Podlaską Izbę Rolniczą, aby rolnicy mieli specjalną, dedykowaną dla nich taryfę na energię elektryczną. Cena w tej taryfie nie obejmowałaby VAT-u i opłat ETS. Pojawiał się szereg argumentów, wskazujących na energochłonność rolnictwa oraz jego udział w absorpcji CO2. Oczywiście taka oferta byłaby bardzo korzystna, ten prąd byłby dość tani, na pewno pomógłby nam w obniżeniu kosztów działalności. Tylko propozycja jest całkowicie nierealna, wręcz absurdalna i nie ma najmniejszych szans na jej wdrożenie. Po co zgłaszać takie propozycje w ogóle?
W kwietniu 2023 roku Podkarpacka Izba Rolnicza proponowała szereg rozwiązań kryzysu zbożowego, wywołanego przez import z Ukrainy. Pojawił się między innymi pomysł, aby przekierować środki z budowy CPK na budowę portu zbożowego. Oczywiście Polsce jest potrzebny rozwój portów zbożowych, w ogóle portów jako narzędzi rozwoju handlu płodami rolnymi. Natomiast idea przekierowania środków z CPK na ten cel jest do tego stopnia absurdalna, że mogła wyjść tylko od ludzi, którzy nie rozumieją roli, jaką to lotnisko miało pełnić.
To tylko dwa przykłady, z pierwszych wyszukiwań w internecie. W ogóle tematyka izb rolniczych to bardzo złożona kwestia, a rola tych instytucji jest marginalna w obecnym świecie. Tylko jak ma nie być marginalna, skoro składając takie propozycje, same się marginalizują przez ich skrajną nierealność? Izby mają być reprezentacją rolników i jeśli my taką reprezentację wystawiamy, to nic dziwnego, że nie jesteśmy partnerami do rozmów. Nikt poważny nie pochyli się nad propozycją wyłączenia rolnikom ceny ETS z prądu.
Niestety organizacje te są zdominowane przez działaczy z krwi i kości, a jeszcze bardziej z ustroju już słusznie minionego. Nawet młodsi działacze to nie jest elita wsi, tylko chętni do diet, bo ludzie świadomi współczesności uciekają z tych instytucji. Coraz częściej jest problem z chętnymi do reprezentacji środowiska wiejskiego w izbach. Młodsi rolnicy reagują niechęcią do tego typu działań społecznych, izby kojarzą im się z lekko otyłymi panami z wąsem a la Kalinowski, którzy w białej koszuli z krótkim rękawem siedzą za stołami i w gorącej, nieklimatyzowanej sali popijają wodę gazowaną, a czasem i coś mocniejszego, przegryzając paluszkami.
Nikt nie chce być z nimi kojarzony, tym bardziej że i tak większość czasu to rozgrywki partyjno-personalne, więc pomysły inne niż z PSL-u albo PiS-u nie mają szansy na poparcie Izby. Właśnie ten obraz przaśności i niekompetencji jest źródłem późniejszej frekwencji wyborczej, która w 2023 roku wynosiła niecałe 6%! Tak naprawdę głosowali radni do izb, ich rodzina i zagorzali społecznicy. Cała reszta aktywnych rolników po prostu nie utożsamia się z izbami, a winą za to należy obarczyć właśnie same izby, w tym tak absurdalne ich pomysły, jak przytoczone na początku artykułu, które wykluczają te izby z jakiejkolwiek realnej dyskusji publicznej.