Nie ma masy, ale jest kasa!

Dziś kilka słów o tym, jak zarządza się produkcją jabłek w RPA i gdzie tkwią źródła ich siły. Nie chcę już wracać do doboru odmian, ten temat poruszałem ostatnio, pisząc o ich powrocie do Tajlandii. Chcę zwrócić uwagę na sposób myślenia tamtejszych sadowników.

Sadownicy w RPA doskonale rozumieją, że to nie masa zbiorów decyduje o zyskowności uprawy, lecz cena, jaką są w stanie uzyskać za swoje jabłka. Każdy z rynków, na który wysyłają swoje owoce ma inne wymagania i jest gotów dobrze płacić za coś zupełnie innego, więc sadownik stara się spełniać te życzenia klientów. Skoro klienci z Wysp Brytyjskich, gdzie sadownik eksportuje Braeburna, kochają małe rozmiary owoców, to on stara się trafiać w te pożądane 59 mm i tak kieruje produkcją, aby uzyskać maksymalne obłożenie pąkami i maksymalny plon, nawet dochodzący do 120 t/ha. Zupełnie inaczej jest w produkcji Goldena czy Fuji, które również eksportują, ale na docelowym rynku pożądane są owoce większe niż w UK, więc ograniczają owocowanie do 80-90 t/ha, aby docelowo uzyskać około 320 owoców na drzewie i masę 150 gram dla pojedynczego jabłka. Ależ było szydzenia, ależ śmiechu ze mnie, gdy wielokrotnie pisałem o właśnie takiej potrzebie organizacji produkcji, która pozwoli zbierać owoce o określonych parametrach wielkościowych, dostosowanych do potrzeb rynku. Niektórzy mówili, że to jest wręcz niemożliwe, inni mówili, że może i możliwe, ale zupełnie niepotrzebne, a tu się okazuje, że świat właśnie tak produkuje, właśnie na takim modelu zarządzania produkcją, budują swoją potęgę eksportową i opłacalność sadownictwa. Jednak tak się da produkować i przynosi to stosunkowo duże zyski, skoro ci sadownicy dostają nagrody za najbardziej dochodowy sad. Mamy więc koncentrację na konkretnych rynkach, które zgłaszają zapotrzebowanie na konkretne cechy jakościowe owoców i sadownik stara się te kryteria spełnić.

My również tak musimy produkować, trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że schemat "jest masa, jest kasa" nie ma sensu, chyba, że kogoś interesuje efektywna cena na poziomie "przemysł + 20 groszy". Tak, oni samodzielnie eksportują, to duża wartość dodana, ona im generuje duże pieniądze. Jednak, aby to robić, to trzeba zacząć najpierw produkować konkretne jabłka, o ściśle określonych cechach, pod konkretnego klienta. Z czasem będziemy je sami wysyłać w świat, zobaczycie Państwo, jednak najpierw skupmy się na produkcji. Sprawmy, żeby sprzedaż szła płynnie nie tylko w latach przymrozków czy parcha.

Zachęcam  do zapoznania się z dość starym artykułem, jaki ukazała się 2 lata temu na portalu FarmersWeekly, link poniżej, można też sobie przetłumaczyć za pomocą transaltora: https://www.farmersweekly.co.za/crops/fruit-and-nuts/profiting-from-apples-why-quality-trumps-yield/

Nie przegap najnowszych wiadomości

icon googleObserwuj nas w Google News

Komentarze  

+7 #1 Guest 2025-03-04 17:12
Bzdety

Czas płaci nie odmiana

Jest masa jest kasa

Cena deseru zależy od ceny przemysłu

I proszę nie pisać fejk niusów co tam się dzieje za siódma góra i dziesiąta rzeką

Polski chłop rządzi swiatem
Cytować

Powiązane artykuły

X