
Więcej myślenia, mniej sadzenia
Miło mi bardzo, że mój wczorajszy tekst o Glosterze spotkał się żywym przyjęciem oraz licznymi komentarzami. Nie wszystkie się ze mną zgadzają, to naturalne, absolutnie na to nie liczyłem. Jednak dalej chciałbym ten temat kontynuować. W zasadzie to nie temat samego Glostera, ale strategii produkcji jabłek w Polsce, bo wczorajszy tekst był właśnie o tym.
Najpierw jednak ustosunkuję się do kilku komentarzy. W pierwszych słowach chciałbym się odnieść do słów Pana Darka:
#7 Darek 2021-11-09 12:57
70% wybarwienia na Idarecie to ciężko, Najdared to co innego. Może redaktorek jednak nie miał racji.
Drodzy Państwo, klient z Afryki czy dalekiej Azji, ba, nawet z Europy, generalnie klienci nie muszą znać się na odmianach zbyt dobrze. Mniej więcej wiedzą czego chcą i nie rozróżniają mutacji, te są dla sadowników, agronomów itp. Dla klienta pod nazwą Szampion, kryje się każda mutacja Szampiona, zarówno, Reno, Reno2 jak i Arno. Pod kryptonimem Gala Royal każdy klient rozumie po prostu Galę o paskowanym rumieńcu. Jeśli prosi o ofertę na Galę Royal o wybarwieniu +60%, to nie tłumaczymy mu, że przy mutacji Royal to będzie ciężko o taki poziom, lepiej żeby sięgnął po Schnigę albo Brookfield. Po prostu pokazujemy mu te lepsze mutacje i mówimy, że mamy Galę Royal o pożądanych przez niego parametrach. Podobnie jest z Szampionem i zamówieniami na owoce o 50% koloru, przecież wiadomym jest, że na zwykłym Szampionie ten poziom wybarwienia osiągnie kilkadziesiąt procent owoców, ale już na Reno2 będą to prawie wszystkie owoce. Nie tłumaczymy klientowi zawiłości i różnic między mutacjami, tylko śmiało piszemy, że mamy dla niego Szampiona z kolorkiem powyżej 50%. To samo jest z Idaredem. Pod tym pojęciem kryją się wszystkie mutacje tej odmiany, zarówno Idared klasyczny, jak i Idaredest oraz Najdared. Powiem więcej, ze swojego doświadczenia wiem, że naprawdę nie warto zasypywać klienta takimi szczegółami jak oferowany klon, lepiej żeby oni wszystkiego nie wiedzieli. Szczerze powiem, że jestem trochę zaskoczony, iż muszę to tu tłumaczyć.... No i to nazwanie mnie "redaktorkiem".... Ech.... Faktycznie, artkuły piszę po godzinach, półamatorsko, lecz czy my musimy prowadzić dyskusję na takim poziomie? Czy naprawdę musimy dezawuować swojego interlokutora? Po co? We wczorajszym artykule, pisałem o swoim rozmówcy per "gentelman". Dlaczego więc inni próbują mi umniejszać? Możemy się nie zgadzać, mieć inne poglądy, ale po co zaraz sprowadzać dyskusję do próby ośmieszenia adwersarza? Takie chwyty to stosują podpici wujkowie na weselu i to już bliżej oczepin.
#2 Tomek 2021-11-08 20:04
Oczywiście jakieś wynaturzenia pseudospecialisty. Jest spora grupa osób w Polsce, która po prostu lubi glostera. Nie musi on podbijać świata, ale takie odmiany są również potrzebne na rynku, bowiem ładny gloster zawsze na giełdzie ma zejście.
Zaczynamy od tego samego.... Jednak dalsza część wypowiedzi Pana Tomka jest już lepsza. Pan Tomek ma konkretną strategię, może jest ona błędna ale jest, ten człowiek ma pomysł co i dla kogo sadzi, komu chce to sprzedać i w jakiej formie. Pan Tomek twierdzi, że Glostera sprzeda na giełdzie, tylko trzeba go ładnie wyprodukować (domyślam się, że chodzi o kolor). Nie podzielam jego zdania, ale szanuję za to, że człowiek ten wie co chce robić. Dokładnie o tym był wczorajszy artykuł – o sensie naszej produkcji. Spora część naszej branży nie ma pomysłu na swoje gospodarstwo, na swoją produkcję. Sadzą, bo sadzą. Ulegają modzie albo w internecie pytają innych co sadzić? Przecież powinni o to pytać swoich odbiorców, wszak to odbiorcy później mają to od nich kupić a produkuje się dla kupujących a nie dla siebie, nieprawda? No właśnie nie, w Polsce wielu sadowników produkuje, bo produkuje a kto to kupi? To się później zobaczy, ktoś na pewno, najpewniej przetwórnie. Pan Tomek ma sprofilowanego klienta i kanał zbytu. Być może jego strategia okaże się błędna, być może produkując Glostera na rynek hurtowy straci ogrom kasy. Jednak zawsze lepszy jest jakikolwiek plan niż brak planu. Sadownicy muszą zacząć myśleć o tym co i jak chcą osiągnąć sadząc kolejne drzewka. Dla kogo produkujemy? Na jakie rynki? Dla jakiego rodzaju odbiorców? Mając taką wiedzę zaczynamy inaczej podchodzić do agrotechniki. Golden zielony sprzeda się w Czechach czy w Szwecji, ale już odbiorcy z Afryki chętniej sięgają po Goldena z policzkiem. Na Czechy czy Szwecję te owoce powinny być dość małe, ale już na Afrykę raczej większe. Każdy rynek, każdy rodzaj odbiorcy ma specyficzne wymagania i produkując jabłka dobrze jest je znać. Jeśli eksportujemy do Afryki, to wówczas lepiej jest mocniej przerzedzić owoce i zebrać je od 70 mm a jeśli wysyłamy do Wielkiej Brytanii czy Szwecji to tam chętniej sięgają po mniejsze jabłuszka. Przestańmy produkować dla samej produkcji, przecież to jest absurd.
Drogi Sadowniku, jeśli z jakimś podmiotem dobrze Ci się handluje, płaci on w terminie i współpraca przebiega płynnie, to idź do niego, popytaj jakimi owocami im się najlepiej handluje, jakie najlepiej im schodzą i na tej podstawie podejmuj decyzje produkcyjne w następnym sezonie. Jeśli Twój partner dostarcza jabłka do supermarketu to może nie ma sensu iść w produkcję odmiany X, tylko poprawić technikę produkcji odmiany Y (którą to najchętniej kupują markety).
Nasza branża musi zmienić myślenie, najpierw pomysł i strategia co i dla kogo a potem produkcja, bo odwrotny schemat – najpierw produkcja a później szukanie na to klienta – to kończy się kolejkami na skupach, bo właśnie tam ląduje większość odmian posadzonych z nastawieniem "ktoś to na pewno kupi".
Komentarze