Jak zaoszczędzić tysiąc i stracić pięćdziesiąt tysięcy

Aktualnie, w handlu jabłkami, mamy rynek sprzedawcy. Popyt znacznie przewyższa podaż, na każde ogłoszenie jest kilka propozycji zakupu. Warto to wykorzystać, tym bardziej, że jędrność jabłek spada w dramatycznym tempie. Naprawdę jest dość słabo z tym parametrem i całkiem duża część owoców zasili przetwórnie.

Od dawna narzekam, że praktycznie nie spotyka się w gospodarstwach jędrnościomierzy. Niby obracamy dziesiątkami tysięcy, inwestujemy ogrom pieniędzy w nawozy i środki ochrony, kupujemy opryskiwacze po sto tysięcy złotych, ale nie stać nas na urządzenie za tysiąc? Bardzo wielu problemów ze sprzedażą udałoby się uniknąć, gdyby sadownik znał sytuację z jędrnością swoich jabłek. Fajne oferty, z naprawdę dobrymi cenami, upadają, ponieważ owoce nie spełniają kryteriów. Niby wielkiej tragedii nie ma, bo prędzej czy później ktoś te jabłka kupi, tylko już za inne pieniądze. One dalej są stosunkowo dobre, lecz jeśli się da, to dlaczego nie zarobić więcej?

Nie znamy jędrności prosto z sadu, nie monitorujemy jej w trakcie przechowywania, nie wiemy też, ile wynosi ona w momencie otwierania komory. Rok jest do tego specyficzny i w jednej skrzyni jabłka mogą różnić się dość istotnie tym parametrem. Ostatnio mierzyłem Idareda i jeden owoc miał 4,2 kg, a drugi 6,8 kg. Bardzo wiele komór można było sprzedać ciut wcześniej i za sporo lepsze pieniądze, gdyby tylko sadownik wiedział, jak szybko ucieka mu jędrność z owoców, a wraz z nią uciekały jego pieniądze. Naprawdę nie rozumiem tego sposobu myślenia. Od września wszyscy trąbią o jędrności, o słabych jabłkach, na każdym etapie obecnego sezonu handlowego ten temat był ciągle poruszany.

Jędrnościomierz można kupić w prawie każdym sklepie ogrodniczym, jest tego pełno w internecie, to naprawdę nie jest urządzenie niedostępne dla zwykłych ludzi. Mimo to prawie nikt tego nie ma. Widać po rozmowach z ludźmi, że są zaskoczeni, gdy mówię im, jak miękkie są ich owoce. Niby wszyscy mówią o problemie z jakością jabłek, ale jest powszechne zdziwienie, gdy komuś przekazuję wyniki pomiarów. To naprawdę nie świadczy dobrze o nas – jako producentach – że mamy problem z określeniem parametrów swoich owoców. Jest to szczyt nieprofesjonalizmu i nie kamyczek, ale wręcz głaz do sadowniczego ogródeczka.

Zachęcam i namawiam wszystkich do zakupu jędrnościomierza. Jeśli ktoś jeszcze nie badał swoich jabłek, to niech to zrobi jak najszybciej, aby móc znaleźć dobrą ofertę, póki jeszcze owoce do czegoś się nadają. W sezonie dobrych cen, przy rynku sprzedawcy, kiedy wszystko idzie za wagę, to niesamowitym wyczynem jest doprowadzenie do sytuacji, gdy deserowe jabłka trzeba wysypać na przemysł i to tylko dlatego, że uciekła nam jędrność. 50 groszy różnicy między ceną suchego przemysłu a deserem to jest 50 tysięcy złotych na jednej, stutonowej komorze. Gigantyczne sumy, na które tak łatwo machamy ręką. Szkoda wydać ten tysiąc złotych na jędrnościomierz? Nie warto kupować na jeden sezon, bo za rok się już nie przyda? Jak nasza branża pisze wnioski o dotacje, to po 200 tysięcy wnioskują i drugie 100 tysięcy obiecują wydać z własnej kieszeni. Aż ARiMR musi aplikacje rozsyłać po Szczecinach czy Wrocławiach, bo tyle inwestycji chcemy realizować, że lokalne oddziały się nie wyrabiają. Jednak na jędrnościomierz nie ma, choć niejednemu by te kilkadziesiąt tysięcy w tym roku uratował.

Nie przegap najnowszych wiadomości

icon googleObserwuj nas w Google News

Komentarze  

0 #1 Jarosława 2025-03-19 11:06
Tysiąc do nowego samochodu przybrało i nie starczyło na jedrnosciomierz
Cytować

Powiązane artykuły

A jednak da się!

Nie masz kwitu, nie masz pieniędzy

Pieniądze nie zawsze przychodzą na czas

X