Pieniądze nie zawsze przychodzą na czas

Temat przepływów pieniędzy między sprzedającymi i kupującymi owoce jest dość trudny, niewiele osób w mediach chce go podejmować, choć wszystkich dotyczy. W prywatnych dyskusjach, między sadownikami, jednak temat żyje cały czasy i informacje o tym kto płaci, a kto nie i kto ma problemy, i zaraz może przestać płacić są najbardziej hitowymi informacjami.

Nie oszukujemy się, są też jednymi z najważniejszych, dużo ważniejszymi niż kolejny artykuł o nowym nawozie czy nowej wygarniarce do patyków. Tylko czy to na pewno są informacje a może jednak plotki? Bardzo ciężko jest zweryfikować cokolwiek z tego, co usłyszymy z drugiej ręki. O pieniądzach trzeba jednak rozmawiać, bo to jest sedno naszego biznesu (choć czasem mam wrażenie, że spora część z nas uważa, że najważniejsze jest jeżdżenie traktorem po polu, a pieniądze są tylko dodatkiem do tego). Chciałbym jednak abyśmy rozmawiali profesjonalnie, jednocześnie szukając profesjonalnych i skutecznych rozwiązań problemów z przepływami finansowymi.

Ludzie rzadko przyznają się publicznie do faktu posiadania dużych opóźnień ze spływaniem ich należności, ale takowe bywają, są immamentnie związane z handlem. Odkąd ludzie zaczęli się wymieniać towarami to opóźnienia w płatnościach towarzyszą handlowi, tego nie da się całkowicie wyeliminować. Ich źródełem nie jest tylko zła wola nabywców lub ich błędy, czasem problemy są całkowicie niezawinione przez nich. Musimy mieć świadomość, że obracamy towarem świeżym, czasem wręcz ultra świeżym (borówki, maliny, etc.), gdzie ryzyko reklamacji jest naprawdę ogromne. Bardzo, bardzo często jest ono nadużywane przez nabywców, jako narzędzie do obniżania efektywnych kosztów zakupu. Czasem problemy mają źródła w kwestiach całkowicie nie związanych z samym procesem sprzedaży, słyszeliście Państwo o aferze Cinkciarz.pl? Naprawdę wielu polskich eksporterów to właśnie tam wymieniało waluty obce. O problamach finansowych trzeba rozmawiać, nie ma takiej możliwości, aby ich ryzyko całkowicie wyeliminować, tak jak nie da się całkowicie wyeliminować parch czy mszyc z sadu. Można jednak nauczyć się rozpoznawać sytuacje krytyczne i odpowiednio się zabezpieczać.

Od wielu lat przewija się w polskiej dyskusji tematyka ubezpieczeń należności w branży rolnej. Rzekomo powszechne i obowiązkowe ubezpieczenia mają nas chronić przed konsekwencjami niewypłacalności dłużników. Zapomnijmy o tym, tego nie będzie. Ta dyskusja przypomina tę o ubezpieczeniach od klęsk żywiołowych. Ani jednego, ani drugiego do tej pory nie ma (choć dyskusja trwa odkąd pamiętam) i raczej nie będzie. To my sami musimy się nauczyć żyć i postępować w sytuacjach kryzysowych, w tym tych kryzysów płatnościowych. Naprawdę nie jest rozwiązaniem zredukowanie transakcji tylko do przedpłat. Fajnie, że w tym roku mamy rynek sprzedawcy i to my dyktujemy warunki, ale szanse, aby tak rynek wyglądał na dłużej są minimalne. Kredyt kupiecki to standard i jeszcze trochę z nami pozostanie. Naprawdę, opóźnienia w płatnościach, niewypłacalności i upadłości kontrahentów, są praktycznie w każdej branży. Świat już dawno temu wypracował pewne mechanizmy zabezpieczania się albo chociaż minimalizacji ryzyka. Każdy stały Szanowny Czytelnik wie, że osobiście od dawna powtarzam, iż za dużo w branży mówi się o agrotechnice, a zdecydowanie zbyt mało o handlu i finansach. Chyba czas to zmienić, ten sezon może być ciężki dla bardzo wielu pośredników, a na końcu oberwą producenci. Podejdźmy do tematu jak profesjonaliści, jak przedsiębiorcy, ludzie biznesu.

Nie przegap najnowszych wiadomości

icon googleObserwuj nas w Google News

Komentarze  

+1 #1 Jarosława 2025-03-25 17:53
A jeszcze mniej o inwestycjach poza gospodarstwem

Czas by teraz pieniądze na nas pracowały a nie my na pieniądze
Cytować

Powiązane artykuły

A jednak da się!

Nie masz kwitu, nie masz pieniędzy

X